matematyka
 ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj °
samochody ciężarowe ° Auto giełda ° Sprzedam motocykle °

A polska matura jest lepsza?! (było: "Matura z matematyki w stanie Teksas w USA" )

Matma / A polska matura jest lepsza?! (było: "Matura z matematyki w stanie Teksas w USA" )
. 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . 6 . 7 . 8 . 9 . 10 ... 20 . 21 . >>
Autor Wiadomość
Grzegorz Perczak

Posted: 19 Lis 2000 22:57:37



Z prawdziwym niepokojem przeczytałem głosy w dyskusji w wątku "Matura z
matematyki w stanie Teksas w USA" zapoczątkowanym przez A. Lewandowskiego
11.11.2000 r.

W dużym skrócie, dyskutanci przedstawiali dowody "niskiego" poziomu
nauczania w amerykańskich (a także i niemieckich) szkołach w porównaniu do
poziomu obowiązującego w szkołach polskich. Zastanawiano się także nad
przyczynami i implikacjami tego faktu. W którymś momencie dyskusji przyczyny
jednak zaczęły się mieszać z wnioskami. Do tego się jednak nie odniosę.

Przede wszystkim jednak ciekawi mnie, na jakiej podstawie pada stwierdzenie,
że przedstawiony poziom nauczania jest niski? Dlaczego fakt, że Amerykański
maturzysta nie wie co to trójkąt (a w domyśle zapewne w ogóle nie zna tw.
Pitagorasa, podobieństwa trójkątów, nie mówiąc o tw. sinusów, czy wzorze
Herona) jest rzekomo tak oburzający?
Szanowni dyskutanci, jesteście pewni wyższości polskiego sposobu nauczania
matematyki? Wg jakiej miary twierdzicie, że Europejczycy (czyli także
Polacy) i Azjaci umieją z tej matematyki więcej niż drugie pokolenie
Amerykanów? Co to znaczy "więcej"?
Czy polski maturzysta aby na pewno potrafi poprawnie policzyć ilość płytek
glazury jaką trzeba kupić w różnych kolorach, aby prawidłowo pokryć zadanym
deseniem potrzebną ilość ścian w łazience? Czy policzy to chociaż z 70%
maturzystów? A co z pozostałymi 30 procentami? Co do licha robili polscy
nauczyciele przez 12 lat nauki, skoro taki delikwent nie potrafi po maturze
pomóc ojcu w obliczeniach remontowych? Uczyli go kształtu sinusoidy? A po
kiego licha?
Czy polski maturzysta aby na pewno potrafi na wycieczce we Włoszech
przeliczyć na złotówki wyrażoną w lirach cenę butów z wystawy sklepowej,
wiedząc ile lirów dostał za markę, oraz ile złotówek za markę w Polsce
płacił? Umie to chociaż z 70%? Jaki to musi być kiepski poziom w polskiej
szkole, która 30% populacji maturzystów takich rzeczy nie nauczyła liczyć. A
potrafią ci maturzyści dodatkowo te liry przeliczyć w Austrii na szylingi?
Nie? No tak, na pocieszenie, nieźle sobie poradzą rozwiązując w zbiorze
liczb rzeczywistych równanie sinxcox=0,50.
Czy polski młodociany kibic sportowy potrafi dobrze skalkulować z tabeli,
ile jego ukochana drużyna powinna wygrać w ostatnich dwóch kolejkach w
różnych wariantach spotkań przeciwników, aby zostać mistrzem Polski?
Czy Polski maturzysta potrafił będzie w życiu dorosłym wybrać bank który da
mu największe odsetki od złożonej lokaty? Czy potrafi obliczyć
oprocentowanie kredytu na wielkości spłacanych rat tego kredytu? A przecież
do tego nie trzeba do cholery nawet logarytmów!

Odnoszę wrażenie, że spora ilość uczestników tej dyskusji to nauczyciele. I
ich sposób myślenia pokazany w dyskusji bardzo mnie niepokoi. Bo dla mnie
świadczy on o mentalności typu: "Panie kuratorze proszę spojrzeć na wysoki
poziom nauczania w naszym ogólniaku. Nasi absolwenci znają równania krzywych
stożkowych, schemat Bernouliego, elementy rachunku różniczkowego, na kółku
matematycznym trzaskamy zadania z olimpiad międzynarodowych, a wśród naszych
absolwentów jest wielu olimpijczyków".
Tylko, że za takim podejściem do nauki matematyki kryją się też uczniowie,
którzy tej szkolnej matematyki ni w ząb nie kumali. Uczyli się "bo musieli".
Trójki na koniec roku mieli, bo uczyli się regułek. Na maturze jedno zadanie
udało się im zrobić, drugie ściągnęli (a w Polsce jest przyzwolenie na
ściąganie, w przeciwieństwie do USA). W pół roku po maturze nie pamiętają
już nic z tego "wysokiego" polskiego matematycznego poziomu nauczania. Ale
policzyć z pieniędzy prostego procentu składanego nie potrafią, bo w szkole
uczyli ich nudnego ciągu geometrycznego. A nikt im nie powiedział, że
procent składany o którym mówi Pan w banku, to właśnie ciąg geometryczny. Za
to nikomu do niczego niepotrzebnych zadań typu "W trójkącie ABC boki tworzą
ciąg geometryczny..." rozwiązywali bez końca.
Uczestnicy dyskusji przeceniają znaczenie "wysokopoziomowej" matematyki w
życiu człowieka. Komu w życiu codziennym zdarzają się problemy, w których
mniej lub bardziej bezpośrednio potrzebna była znajomość twierdzenia
cosinusów?
Ludzie zrozumcie, przeciętny człowiek jest w stanie w szkolnej nauce dobrze
ZROZUMIEĆ co najwyżej tyle, ile jest w przedstawionych zadaniach maturalnych
w USA. Więcej co najwyżej będzie UMIAŁ. Co najwyżej nauczy się zakuć coś co
i tak nie zrozumie. A potem, rok po maturze, niestety wszystko zapomni,
stając się matematycznym analfabetą funkcjonalnym.
A polska szkoła uczy niemal tylko takich rzeczy na matematyce, które
zasługują na zapomnienie.
Dlatego proszę wszystkich nauczycieli, aby wreszcie zadbali, aby ich
uczniowie widzieli, że to czego na matematyce uczą się w szkole, przyda im
się w życiu dorosłym.
Podobnie jest na innych przedmiotach w szkole. W odróżnieniu od
amerykańskich dzieci, polskie dziecko wie, gdzie leży na mapie Arabia
Saudyjska. Ba! Poda też ilość wydobytej przez ten kraj ropy w 1997 r. Tylko
niestety często nie poradzi sobie z dostaniem się z jednego końca na drugi
koniec nieznanego sobie dużego miasta. Bo nie umie ocenić na planie tego
miasta, struktury linii autobusowych i tramwajowych.
I tak produkuje się u nas analfabetów funkcjonalnych.

Posunę się jednak jeszcze dalej.
Jaki odsetek najlepszych, PIĄTKOWYCH maturzystów potrafi obliczyć rentowność
do wykupu obligacji o stałym oprocentowaniu, znając jej cenę, oprocentowanie
kuponu i ilość dni do wykupu (w EXCELU funkcja YIELD) ? Obligacja, to
przecież to podstawowy bezpieczny i wysokodochodowy instrument, w którym
ludzie lokują w krajach wysokorozwiniętych swe oszczędności. Odsetek tych
uczniów jest mizerny? No to jaki odsetek samych nauczycieli matematyki
potrafi to policzyć? Czy fakt, że polscy nauczyciele nie mają na ogół dużych
oszczędności (no może poza skorumpowanymi) usprawiedliwia ich przed
nieumiejętnością nauczenia siebie i ich uczniów takich rzeczy, które w życiu
są wszystkim przydatne? Tak, tak, ja wiem - "o obligacje kurator się nie
zapyta, więc po co tracić na nie czas, ważne jest aby przerobić program i
napiać konspekt. Moi uczniowie nic nie umieją z trygonometrii, co im tam
będę nawijać o obligacjach..."

W omawianej dyskusji, dało się odczuć zaniepokojenie jej uczestników
"obniżeniem" poziomu nauczania (patrz post o zadaniach z syllabusa). Czy aby
na pewno obniżeniem? A może właśnie ktoś chce, zrobić tak, aby polski
maturzysta nie był analfabetą funkcjonalnym? Aby przede wszystkim umiał
przeczytać instrukcję do obsługi pralki, zamiast znajomości cyklu Carnota?
Czy aby na pewno osoba która potrafi napisać wzór iloczynu wektorowego,
potrafi także porządnie dodać dwa wektory? Czy aby na pewno lepiej uczyć
wzoru na sinus sumy dwóch kątów, zamiast znaczenia pojęcia "procentowego
udziału stacji telewizyjnej w zyskach z reklam"?
Jeśli ktoś chce coś zmienić, aby uczniowie nareszcie uczyli się czegoś
pożytecznego w szkole, to chyba jednak nie uda mu się to, jeśli wziąć pod
uwagę poglądy myślowe większości uczestników omawianej dyskusji.

Jeszcze taki cytat:

U nas ciagle jeszcze (nie mowie, ze to zle) obowiazuje dosc
wysoki poziom wymagan z przedmiotow, z ktorymi delikwent nie
zamierza miec do czynienia w zyciu zawodowym. W Ameryce zaraz
rodzice wzieliby na dywanik dyrektora szkoly: "Jak znajomosc
poezji Norwida zwiekszy szanse mojego dziecka na rynku pracy?".
Stad zapewne bierze sie taka a nie inna tresc zadan, ktore
zapoczatkowaly te dyskusje.

Kiedy w Polsce ja będę mógł wziąć sobie na dywanik dyrektora szkoły i trochę
mu poprzestawiać w głowie?

Starałem się pokazać, że polska szkoła nic nie uczy swych wychowanków, aby
sobie poradzili w kraju o gospodarce rynkowej (procenty, kredyty, obligacje)
i postępującej globalizacji (najprostszy przykład, to wymiana walut). I pod
tym względem - jak widzę - jej poziom jest NIŻSZY od szkoły amerykańskiej.
"Gratuluję" nauczycielom, uczestnikom tej dyskusji dobrego samopoczucia. Czy
jest ono wynikiem komuszej mentalności o jaką nauczyciele czasami są
oskarżani (np. ZNP)?
No cóż, być może niektórzy polemizować ze mną będą twierdząc, że jak się
umie policzyć pochodną z funkcji f(x)=sinx, to i potrafi się policzyć ilość
sznurka potrzebnego do obszycia obrusa. A uczniów trza uczyć jak najwięcej,
bo wtedy będą najlepsi i najmądrzejsi. Uczyć nie tylko o glazurze i
procentach składanych, ale i o symetralnych i podobieństwach w trójkącie.
Jeśli ten pogląd w dyskusji miałby zwyciężyć, to zawczasu jednak przypomnę:
był taki pan, który uważał podobnie, że duża ilość przechodzi z czasem i w
wysoką jakość. Nazywał się on Karol Marks.

Pozdrawiam serdecznie,
Grzegorz Perczak













Maciej Bojko

Posted: 19 Lis 2000 23:42:13



On Sun, 19 Nov 2000 23:57:37 +0100, "Grzegorz Perczak"

Z prawdziwym niepokojem przeczytałem głosy w dyskusji w wątku "Matura z
matematyki w stanie Teksas w USA" zapoczątkowanym przez A. Lewandowskiego
11.11.2000 r.

[...]

Przede wszystkim jednak ciekawi mnie, na jakiej podstawie pada stwierdzenie,
że przedstawiony poziom nauczania jest niski? Dlaczego fakt, że Amerykański
maturzysta nie wie co to trójkąt (a w domyśle zapewne w ogóle nie zna tw.
Pitagorasa, podobieństwa trójkątów, nie mówiąc o tw. sinusów, czy wzorze
Herona) jest rzekomo tak oburzający?

Czy polski maturzysta aby na pewno potrafi poprawnie policzyć ilość płytek
glazury jaką trzeba kupić w różnych kolorach, aby prawidłowo pokryć zadanym
deseniem potrzebną ilość ścian w łazience? Czy policzy to chociaż z 70%
maturzystów? A co z pozostałymi 30 procentami? Co do licha robili polscy
nauczyciele przez 12 lat nauki, skoro taki delikwent nie potrafi po maturze
pomóc ojcu w obliczeniach remontowych? Uczyli go kształtu sinusoidy? A po
kiego licha?

Prawde mowiac, nie wiem, po co przecietnemu maturzyscie znajomosc
akurat ksztaltu sinusoidy. Nie wiem tez, po co mu cos wiecej niz
umiejetnosc czytania, pisania i dodawania liczb naturalnych w zakresie
1...10. Po co licealiscie literatura, geografia, fizyka... moment. Po
co licealiscie liceum? Dlaczego nie idzie do zawodowki? Moze dlatego,
ze chce czegos wiecej, niz "przydatnosc na rynku pracy"?

Czy polski maturzysta aby na pewno potrafi na wycieczce we Włoszech
przeliczyć na złotówki wyrażoną w lirach cenę butów z wystawy sklepowej,
wiedząc ile lirów dostał za markę, oraz ile złotówek za markę w Polsce
płacił? Umie to chociaż z 70%? Jaki to musi być kiepski poziom w polskiej
szkole, która 30% populacji maturzystów takich rzeczy nie nauczyła liczyć. A

A nie potrafi? Wykonac przyblizonego mnozenia? Nie wierze.

potrafią ci maturzyści dodatkowo te liry przeliczyć w Austrii na szylingi?
Nie? No tak, na pocieszenie, nieźle sobie poradzą rozwiązując w zbiorze
liczb rzeczywistych równanie sinxcox=0,50.

Jesli nie potrafi pomnozyc przez siebie dwoch liczb dwucyfrowych (bo
wieksza dokladnosc jest potrzebna tylko strasznym skapcom), to nie
rozwiaze rownania sinx cosx =1/2. Nie ma szans.

Czy polski młodociany kibic sportowy potrafi dobrze skalkulować z tabeli,
ile jego ukochana drużyna powinna wygrać w ostatnich dwóch kolejkach w
różnych wariantach spotkań przeciwników, aby zostać mistrzem Polski?

Z pewnoscia.

Czy Polski maturzysta potrafił będzie w życiu dorosłym wybrać bank który da
mu największe odsetki od złożonej lokaty?

Tak.

Czy potrafi obliczyć
oprocentowanie kredytu na wielkości spłacanych rat tego kredytu?

A co, musi miec szklana kule? To bank nie powie, jakie jest
oprocentowanie?

Uczestnicy dyskusji przeceniają znaczenie "wysokopoziomowej" matematyki w
życiu człowieka. Komu w życiu codziennym zdarzają się problemy, w których
mniej lub bardziej bezpośrednio potrzebna była znajomość twierdzenia
cosinusów?

Zupelnie nie rozumiesz. Dlaczego uwazasz, ze ktos, kto nie ma zadnej
"nieprzydatnej" wiedzy ogolnej, powinien dostac mature?

Ludzie zrozumcie, przeciętny człowiek jest w stanie w szkolnej nauce dobrze
ZROZUMIEĆ co najwyżej tyle, ile jest w przedstawionych zadaniach maturalnych
w USA.

Nieprawda. Twierdze, ze ktos, kto nie potrafi rozwiazac zadan
przedstawionych przez Andrzeja Lewandowskiego, nie powinien opuscic
szkoly podstawowej ze swiadectwem w reku. Uwazam tez, ze w gimnazjum i
liceum moglby nauczyc sie czegos nowego.

A polska szkoła uczy niemal tylko takich rzeczy na matematyce, które
zasługują na zapomnienie.

I na polskim. I (zwlaszcza!) na historii. I na...

Dlatego proszę wszystkich nauczycieli, aby wreszcie zadbali, aby ich
uczniowie widzieli, że to czego na matematyce uczą się w szkole, przyda im
się w życiu dorosłym.

A ja bym prosil tych nauczycieli, by pokazali rowniez, ze matematyka
moze byc piekna. Ja na takich nauczycieli trafilem - i bardzo sie z
tego ciesze. Gdybym jednak mial pecha i przez dwanascie lat uczyl sie
jakichs cholernych procentow skladanych i ukladania kafelkow, to z
pewnoscia by mi to zbrzydlo. Owszem, umiem pomnozyc dwie liczby przez
siebie - znaczy, policzyc procent skladany. Zostalo to wystarczajaco
jasno omowione w szkole podstawowej, ze nie mialem z tym problemu
wtedy tak samo, jak i teraz. I jakos starczylo jeszcze czasu na
sinusoide i twierdzenie Talesa.

Maciej Bójko




Andrzej Lewandowski

Posted: 20 Lis 2000 01:27:06




Z prawdziwym niepokojem przeczytałem głosy w dyskusji w wątku "Matura z
matematyki w stanie Teksas w USA" zapoczątkowanym przez A. Lewandowskiego
11.11.2000 r.

W dużym skrócie, dyskutanci przedstawiali dowody "niskiego" poziomu
nauczania w amerykańskich (a także i niemieckich) szkołach w porównaniu do
poziomu obowiązującego w szkołach polskich. Zastanawiano się także nad
przyczynami i implikacjami tego faktu. W którymś momencie dyskusji przyczyny
jednak zaczęły się mieszać z wnioskami. Do tego się jednak nie odniosę.



Przyznam sie ze z niepokojem przeczytalem ten list. Moze go nie zrozumialem.
Moze reczywiscie polski maturzysta ma tyle "balastu". W koncu jakies 50 lat
temu byl pewien pan ktory usilowal wdrozyc zasade ze Polak ma tylko umiec
podpisac sie i wykonywac 4 dzialania arytmetyczne na nieduzych liczbach.

Czyzby pan Perczak uwazal podobnie?...

A.L.








Andrzej Lewandowski

Posted: 20 Lis 2000 01:29:21





Z prawdziwym niepokojem przeczytałem głosy w dyskusji w wątku "Matura z
matematyki w stanie Teksas w USA" zapoczątkowanym przez A. Lewandowskiego
11.11.2000 r.

W dużym skrócie, dyskutanci przedstawiali dowody "niskiego" poziomu
nauczania w amerykańskich (a także i niemieckich) szkołach w porównaniu do
poziomu obowiązującego w szkołach polskich. Zastanawiano się także nad
przyczynami i implikacjami tego faktu. W którymś momencie dyskusji
przyczyny

jednak zaczęły się mieszać z wnioskami. Do tego się jednak nie odniosę.



Przyznam sie ze z niepokojem przeczytalem ten list. Moze go nie zrozumialem.
Moze reczywiscie polski maturzysta ma tyle "balastu". W koncu jakies 50 lat
temu byl pewien pan ktory usilowal wdrozyc zasade ze Polak ma tylko umiec
podpisac sie i wykonywac 4 dzialania arytmetyczne na nieduzych liczbach.

Przepraszam, jak ten czas leci... 60+ lat temu...

A.L.






Andrzej Lewandowski

Posted: 20 Lis 2000 01:52:15




Z prawdziwym niepokojem przeczytałem głosy w dyskusji w wątku "Matura z
matematyki w stanie Teksas w USA" zapoczątkowanym przez A. Lewandowskiego
11.11.2000 r.
.....................

No cóż, być może niektórzy polemizować ze mną będą twierdząc, że jak się
umie policzyć pochodną z funkcji f(x)=sinx, to i potrafi się policzyć ilość
sznurka potrzebnego do obszycia obrusa. A uczniów trza uczyć jak najwięcej,
bo wtedy będą najlepsi i najmądrzejsi. Uczyć nie tylko o glazurze i
procentach składanych, ale i o symetralnych i podobieństwach w trójkącie.
Jeśli ten pogląd w dyskusji miałby zwyciężyć, to zawczasu jednak przypomnę:
był taki pan, który uważał podobnie, że duża ilość przechodzi z czasem i w
wysoką jakość. Nazywał się on Karol Marks.

Pozdrawiam serdecznie,
Grzegorz Perczak


Kolega pisze z konta AGH... Przepraszam ze zapytam, student czy
nauczyciel akademicki?... Na studiach ucza kolosalnej ilosci rzeczy
ktore inzynierowi nigdy sie nie przydadza: jakiejs chemii, jakiejs fizyki,
jakiejs matematyki, kto slyszal zeby komus w fabryce byly
potrzebne calki potrojne, musi umiec poslugiwac sie holajza, ot czego
trzeba nauczac mlodych inzynierow... Cala ta teorie wzglednosci i
tak zapomna 5 minut po egzaminie. Czy ktos widzial zeby owa w fabryce sie
przydala?.. Albo liczenie pochodnej?... Kto w fabryce liczy pochodne?...
Tak, tak, gleboka prawda, nie tylko mature trzeba zmodernizowac i
odchudzic, ale pzrede wszystkim studia wyszsze. Liceum to mala
pestka w prowonaniu z tym jak ludziom na studiach robia wode z mozgow...

A.L.








Grzegorz Perczak

Posted: 20 Lis 2000 01:10:20





Prawde mowiac, nie wiem, po co przecietnemu maturzyscie znajomosc
akurat ksztaltu sinusoidy. Nie wiem tez, po co mu cos wiecej niz
umiejetnosc czytania, pisania i dodawania liczb naturalnych w zakresie
1...10. Po co licealiscie literatura, geografia, fizyka... moment. Po
co licealiscie liceum? Dlaczego nie idzie do zawodowki? Moze dlatego,
ze chce czegos wiecej, niz "przydatnosc na rynku pracy"?

Tylko, czy aby na pewno dostanie faktycznie "COŚ WIĘCEJ" niż "przydatność na
rynku pracy", czy też jednak coś zupełnie innego niż "przydatność na rynku
pracy"?
Bo w tym tkwi istota problemu.


Czy polski maturzysta aby na pewno potrafi na wycieczce we Włoszech
przeliczyć na złotówki wyrażoną w lirach cenę butów z wystawy sklepowej,
wiedząc ile lirów dostał za markę, oraz ile złotówek za markę w Polsce
płacił? Umie to chociaż z 70%? Jaki to musi być kiepski poziom w polskiej
szkole, która 30% populacji maturzystów takich rzeczy nie nauczyła
liczyć. A


A nie potrafi? Wykonac przyblizonego mnozenia? Nie wierze.

I słusznie. Bo wiara czyni cuda. W niektórych wypadkach samemu trzeba samemu
zobaczyć, aby się przekonać. Podobnie uczący się kilka lat angielskiego w
polskiej szkole nie potrafią często znienacka odpowiedzieć cudzoziemcowi po
ludzku na pytanie jak dojechać do dworca.
A na marginesie, aby policzyć jaka jest wartość 1000 lirów wyrażona w
złotych, to w powyższym przykładzie należy akurat wykonać dzielenie.


potrafią ci maturzyści dodatkowo te liry przeliczyć w Austrii na
szylingi?

Nie? No tak, na pocieszenie, nieźle sobie poradzą rozwiązując w zbiorze
liczb rzeczywistych równanie sinxcox=0,50.

Jesli nie potrafi pomnozyc przez siebie dwoch liczb dwucyfrowych (bo
wieksza dokladnosc jest potrzebna tylko strasznym skapcom), to nie
rozwiaze rownania sinx cosx =1/2. Nie ma szans.
1. Aby pomnożyć, to trza najpierw wiedzieć, co przez co pomnożyć.

2. Brak orientacji co przez co w takich sytuacjach pomnożyć, nie przeszkadza
umiejętności wykucia schematu rozwiązywania równań trygonometrycznych. I
jeśli tego nie dostrzegają pedagodzy w szkole (mam nadzieję że nim nie
jesteś), to nie widzę żadnych szans na zmniejszenie ilości analfabetów
funkcjonalnych w Polsce.
3. Znam kilka osób które umiały przed egzaminem na uczelni ekonomicznej zdać
zaliczenie z kilku bardziej złozonych rzeczy niż równanie trygonometryczne
(były to niektóre zadanka z analizy matematycznej), a są funkcjonalnymi
analfabetami matematycznymi. Oczywiście, dziś nic z zaliczonych rzeczy nie
pamiętają. Obliczenie na podstawie notowań walut do dolara USA, ile
saudyjskich riali trza zapłacić za jednego brytyjskiego funta, wielokrotnie
przekracza ich możliwości.



Czy polski młodociany kibic sportowy potrafi dobrze skalkulować z tabeli,
ile jego ukochana drużyna powinna wygrać w ostatnich dwóch kolejkach w
różnych wariantach spotkań przeciwników, aby zostać mistrzem Polski?

Z pewnoscia.
Jak mu co bardziej rozgarnięty kolega podpowie.



Czy Polski maturzysta potrafił będzie w życiu dorosłym wybrać bank który
da

mu największe odsetki od złożonej lokaty?

Tak.
I zrozumie co oznacza kapitalizacja miesięczna/roczna/kwartalna i jak to

przeliczyć? rzoumie czym się różni oprocentowanie 30/360 od oprocentowania
31/365? Zaprzeczam Twojej odpowiedzi.



Czy potrafi obliczyć
oprocentowanie kredytu na wielkości spłacanych rat tego kredytu?

A co, musi miec szklana kule? To bank nie powie, jakie jest
oprocentowanie?
Tu zadałem niejasno pytanie, mój błąd. Przepraszam wszystkich. Powinno ono

brzmieć:

"Czy potrafi PRZELICZYĆ oprocentowanie kredytu na wielkości spłacanych rat
tego kredytu? "


Uczestnicy dyskusji przeceniają znaczenie "wysokopoziomowej" matematyki w
życiu człowieka. Komu w życiu codziennym zdarzają się problemy, w których
mniej lub bardziej bezpośrednio potrzebna była znajomość twierdzenia
cosinusów?

Zupelnie nie rozumiesz. Dlaczego uwazasz, ze ktos, kto nie ma zadnej
"nieprzydatnej" wiedzy ogolnej, powinien dostac mature?
To Ty nie rozumiesz. Czy moje stwierdzenie typu "W Polsce jeśli ktoś zdał

maturę, często nie ma "przydatnej" wiedzy ogólnej" jest równoważne
stwierdzeniu zawartym w Twoim pytaniu?
Nie wątpie, że posiadasz wiedzę na temat logiki matematycznej. Wiesz
zapewne, co to tautologia, implikacja, przeczenie, itd. Ale z uczynieniem
tej wiedzy przydatności do prowadzenia dyskusji, to już gorzej...
No dobra, żartuję sobie. Ale serio, ja nie twierdzę, że nauka matematyki w
szkole powinna się KOŃCZYĆ na procentach, kafelkach i walutach. Twierdzę za
to że należy zadbać dokładnie, aby te PROSTE rzeczy były najpierw opanowane.
I dopiero wtedy można pomyśleć o obwodzie okręgu opisanego na trójkącie.
Dopiero wtedy, nie wcześniej.
A że na geometrię analityczną i pochodene czasu wtedy nie starczy...
Obecnie sytuacja jest taka, że o tych trójkątach mówi się "zamiast" a nie
"oprócz" naprawdę potrzebnych rzeczy. A to jest znacznie gorsze od
przedmiotu nauczania w USA. Taka sytuacja jest niedopuszczalna.
Niestety, w Polsce nauczycielka, gdy w 5 klasie szkoły podstawowej zobaczy,
że połowa dzieci w klasie nie pamięta dobrze tabliczki mnożenia, i tak
"poleci do przodu z programem", choć każdy trochę rozsądnie myślący człowiek
zauważy, że w ten sposób dzieci się niczego nie nauczą. Kurator i dyrektor
czuwają jednak, aby w 5 klasie poziom nauczania był "wyższy" niż tabliczka
mnożenia. A rodzic, który by przyszedł na wywiadówkę i powiedział: "pani
nawija na lekcji na temat ułamków, a moja córka nie wie jeszcze nawet ile
jest 8*9" zostałby odsesłany do czubków. Podczas kiedy moim zdaniem do
czubków nadaje się obecny sposób nauczania.


Ludzie zrozumcie, przeciętny człowiek jest w stanie w szkolnej nauce
dobrze

ZROZUMIEĆ co najwyżej tyle, ile jest w przedstawionych zadaniach
maturalnych

w USA.

Nieprawda. Twierdze, ze ktos, kto nie potrafi rozwiazac zadan
przedstawionych przez Andrzeja Lewandowskiego, nie powinien opuscic
szkoly podstawowej ze swiadectwem w reku.
Czy nie powinien podstawowej, to nie wiem. Ale wiem, że opuszcza nawet

szkołę średnią!

Uwazam tez, ze w gimnazjum i
liceum moglby nauczyc sie czegos nowego.
No i uczy się. Ale prostych rzeczy nadal zrobić nie umie. A to jest dla mnie

znacznie gorsze od sytuacji, w której umiałby zrobić tylko proste rzeczy z
walutami i kafelkami.
A ponieważ nie miał podstaw do przyjęcia czegoś nowego, trudniejszego, to
pobrana przez niego nauka w gimnazjum i liceum, w dorosłym życiu złazi z
niego jak farba z nieoczyszczonej nadgniłej ściany. Taki z niej pożytek.



A polska szkoła uczy niemal tylko takich rzeczy na matematyce, które
zasługują na zapomnienie.

I na polskim. I (zwlaszcza!) na historii. I na...
Na 12 lat nauki na polskim przypominam sobie tylko 3-4 godziny lekcyjne w

której uczono by mnie pisać pisma i podania. W końcu w życiu dorosłym
nauczyłem się tego sam. Życiorys Żeromskiego znałem za to na pamięć. Dzis za
to wiem z TV że przypada dokładnie 75 rocznica jego smierci.


Dlatego proszę wszystkich nauczycieli, aby wreszcie zadbali, aby ich
uczniowie widzieli, że to czego na matematyce uczą się w szkole, przyda
im

się w życiu dorosłym.

A ja bym prosil tych nauczycieli, by pokazali rowniez, ze matematyka
moze byc piekna. Ja na takich nauczycieli trafilem - i bardzo sie z
tego ciesze.

Gdybym jednak mial pecha i przez dwanascie lat uczyl sie
jakichs cholernych procentow skladanych i ukladania kafelkow, to z
pewnoscia by mi to zbrzydlo.
No, to Ty akurat kwalifikowałbyś się np. do nauki równań kwadratowych, po to

by potrafić obliczyć rentowność obligacji mającej jedną płatność kuponową
przed datą wykupu. A jeśli większość dzieci by sobie z kafelkami poradziła,
to czemu nie, może też poznać te równania kwadratowe. Ale przełożenie
poznawanej wiedzy na przydatność w życiu musi być twarde. Państwo na dłuzszą
metę nie pomoże bezrobotnym. W obliczu coraz bardziej okrutnej konkurencji
na świecie będzie musiało ograniczać wydatki, także a może i przede
wszystkim na tych, którzy wiedzieli czego i jak dużo się w szkole uczyli,
ale nie wiedzieli po co. Bo dla piękna matematyki to może być trochę mało,
aby coś konkretnego w życiu umieć zrobić. I dostać za to jakieś pieniądze na
chleb i utrzymanie.
Nie piję tu rzecz jasna osobiście do Ciebie. Mówię po prostu tak ogólnie.


Owszem, umiem pomnozyc dwie liczby przez
siebie - znaczy, policzyc procent skladany.
Przede wszystkim wiesz że trza pomożyć, co trza pomnożyć, i dlaczego trza

akurat to, a nie co inego pomnożyć. A wytłumaczyć tego w prostym zadaniu z
treścią nie każdy nauczyciel w podstawówce ma czas i ochotę. W szkole
sredniej to samo. Trza przecież gonić, bo w planach sa równania wykładnicze
z sinusami.

Zostalo to wystarczajaco
jasno omowione w szkole podstawowej, ze nie mialem z tym problemu
wtedy tak samo, jak i teraz. I jakos starczylo jeszcze czasu na
sinusoide i twierdzenie Talesa.

Czy wierzysz, że Twój przypadek jest typowy?


Grzegorz Perczak






Andrzej Komisarski

Posted: 20 Lis 2000 08:02:39




Użytkownik Maciej Bojko napisał

Ludzie zrozumcie, przeciętny człowiek jest w stanie w szkolnej nauce dobrze
ZROZUMIEĆ co najwyżej tyle, ile jest w przedstawionych zadaniach maturalnych
w USA.

Nieprawda. Twierdze, ze ktos, kto nie potrafi rozwiazac zadan
przedstawionych przez Andrzeja Lewandowskiego, nie powinien opuscic
szkoly podstawowej ze swiadectwem w reku.

Czy nie powinien podstawowej, to nie wiem. Ale wiem, że opuszcza nawet
szkołę średnią!

Nie opuszcza. On nawet nie ma żadnych szans się do niej dostać.
Wątpliwe jest nawet, czy do ósmej klasy podstawówki (teraz coś
pozmieniało się, już nie ma ósmej klasy podstawówki, ale wolę pisać
"po staremu") dostanie się bez problemów, przechodząc z klasy do klasy
co roku.


Zostalo to wystarczajaco
jasno omowione w szkole podstawowej, ze nie mialem z tym problemu
wtedy tak samo, jak i teraz. I jakos starczylo jeszcze czasu na
sinusoide i twierdzenie Talesa.

Czy wierzysz, że Twój przypadek jest typowy?

Myślę, że tak, że Maciej ma całkowitą słuszność.




. 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . 6 . 7 . 8 . 9 . 10 ... 20 . 21 . >>
Twoja wypowiedź

Bold Style  Italic Style  Underlined Style  Image Link  Insert URL  Email Link  Wyłącz BB code


Zanim wyślesz jakąś wiadomość z polskimi znakami, upewnij się czy kodowanie znaków w twojej przeglądarce to ISO-8859-2
 » Login  » Hasło 
 


Czas ładowania strony (sek.): 0.728
miniBB.net © 2001-2008 op19 transport ekonomia
  • Przychodzi e-baba do lekarza
  • Wirtualny pacjent zamiast rycin w podręcznikach. Wkrótce studenci medycyny już od pierwszego roku będą poznawać sztukę lekarską, lecząc... e-pacjentów.
  • Akupunktura, czyli żadne czary-mary
  • To jedna z niewielu metod medycyny niekonwencjonalnej, która została uznana przez jej klasyczną siostrę. Choć nie do końca wiadomo na czym polega jej działanie, grunt, że w leczeniu bólu naprawdę jest skuteczna.
  • Przełomowy zabieg - Claudia oddycha oskrzelami wyhodowanymi w laboratorium