matematyka
 ° Forum ° Rejestracja ° Szukaj °
samochody ciężarowe ° Auto giełda ° Sprzedam motocykle °

Ocena w matematyce - czy to az tak trudno?

Matma / Ocena w matematyce - czy to az tak trudno?
<< . 1 . 2 . 3 . 4 . >>
Autor Wiadomość
Marek Szyjewski

Posted: 16 Mar 2000 20:03:54



On Wed, 15 Mar 2000 13:04:52 +0100, "Pawel F. Gora"

[ciach]

Zdecydowanie popieram Andrzeja przeciwko Markowi. Liceum zawodowe
też przygotowuje (czy może: powinno przygotowywać) do pracy
zawodowej, ale na niższym poziomie kompetencji. Aby przygotować się
do wykonywania wielu zawodów, trzeba się długo uczyć, a nawet
studiować, liceum zawodowe to zdecydowanie za mało - przykłady
oczywiste to prawnik czy lekarz. Nie wyobrażam też sobie, aby
dobry most (czy samochód, czy mikroprocesor, czy statecznik
samolotu) mógł zaprojektować ktoś, kto skończył tylko liceum
zawodowe - takie zadanie wymaga wieloletniej nauki i wieloletniej
praktyki (na początku przy projektowaniu "mniejszych mostów",
powiedzmy umownie :-)

Powinienem sie zastrzec, ze wypowiadam sie o uniwersyteckich studiach
matematycznych - na innych sie nie znam.

A teraz matematyka - wyobraźmy sobie człowieka,
który skończył matematykę i pracuje jako analityk w wielkiej
instytucji finansowej (o ile mi wiadomo, ~50% takowych stanowią
właśnie matematycy, dalsze ~40% fizycy, reszta świata bierze łącznie
~10%) i tam zajmuje się rozwiązywaniem stochastycznych równań
różniczkowych. Czy taka osoba pracuje naukowo? W potocznym
sensie zapewne nie. Czy takiej osobie potrzebne jest gruntowne
wykształcenie matematyczne? Z całą pewnością tak. Albo weźmy
człowieka, który zajmował się teorią liczb, teraz zaś pracuje
dla jakiejś prywatnej (lub rządowej, ale tajnej) firmy nad
opracowywaniem nowych algorytmów szyfrujących (lub łamaniem
tychże, as might be the case). I znów - naukowo ten człowiek
nie pracuje, ale wykształconym matematykiem być powinien;
liceum zawodowe nie wystarcza.

To jest wlasnie wspaniale: zorientowane na prace naukowa wyksztalcenie
daje absolwentow, ktorzy swietnie sie nadaja na analitykow, analitykow
ryzyka, kryptografow...
Zaryzykowalbym (mimo braku danych) teze, ze gdyby zaczac ich
przygotowywac do pracy zawodowej analityka ryzyka w banku czy
kryptografa, to efekt bedzie gorszy. Z braku godzin dydaktycznych
utraca cos waznego.

Poza tym dochodzimy do etapu, w ktorym trzeba by jednak zdefiniowac,
co jest, a co nie jest praca naukowa. Zdrowo przesadzajac moglbym Ci
zarzucic, ze gdy dwoch ludzi robi to samo, tymi samymi metodami, tylko
jeden z nich robi to, zeby wynik opublikowc w fachowym czasopismie, a
drugi - zeby zlamac szyfr, to prace tylko jednego z nich nazwiesz
naukowa.

Ja osobiscie wyrozniam tworcza prace naukowa - tworzenie nowej nauki,
i zwykla prace naukowa. Np. od prac magisterskich - w przeciwienstwie
do doktorskich - nie wymaga sie tzw. elementu nowosci, nie musza byc
tworcze. Ale to nie znaczy, ze mozna je zastapic dyktandem i
wypracowaniem - rozprawka.
Pisanie podrecznika czy zbioru zadan jest praca naukowa, ale moze byc
bardzo malo tworcze, i mimo to dac swietny efekt.

Jest taki bardzo stary spor: czego uczyc studentow sekcji
nauczycielskiej. Jeden skrajny poglad glosi, ze tego, co jest w
podrecznikach szkolnych, od pierwszej klasy do matury, nic wiecej nie
jest potrzebne. Oczywiscie jest on nonsensowny: co bedzie, jak sie
zmieni program? Wymienic nauczycieli na nowych, ktorych nauczono
tresci nowych podrecznikow? I po co, skoro juz raz sie tego uczyli?
Drugi skrajny poglad mowi, trzeba ich wyksztalcic na bardzo dobrych
matematykow i jeszcze wpoic im na dodatek talent dydaktyczny i
wychowawczy. Oczywiscie, ze ta skrajnosc mi sie podoba, ale jest to
absolutnie niewykonalne.


Z powazaniem
Marek Szyjewski

My, samotnicy, powinnismy trzymac sie razem!




Andrzej Lewandowski

Posted: 17 Mar 2000 02:13:24






Zbyt duzy wplyw studentow na programy nauczania (zwlaszcza na zasadzie
argumentu: "bo ja place i wymagam") to tez nie taki dobry koncept.
Patrz system szkolnicztwa wyzszego w USA kierujacy sie ta zasada.
System jest totalnie chory. Rowniez nie najlepsze jest kierowanie sie
tym "co przemysl wymaga". Potrzebny jest zloty srodek a nie
"przegiecie" w zadna strone.

A.L.

No coz, kioedy przeczytalem o studiach, ktore maja przygotowac do
pracy zawodowej, przypomnialo mi sie ogloszenie jednego amerykanskiego
(nowy Meksyk) uniwersytetu, ktore sie u nas paletalo: studia na
najwyzszym amerykanskim poziomie! Program (nie pamietam - trzy czy
cztery lata) : jesyk angielski z literatura, jezyk hiszpanski z
elementami literatury, matematyka, historia, hotelarstwo. Plus
praktyka w hotelu. To sie moim zdaniem nazywa liceum zawodowe, choc
samo siebie nazywa uniwersytetem, a jego absolwenci poprawiaja
statystyki hotelarzy z wyzszym wyksztalceniem.


W Nowym Meksyku nie ma porzadnych uniwersytetow, o ile pamietam...
Jezeli idzie zas o rozne dziwne rzeczy, to w Warszawie na AWF byl
(jest?...) na przyklad, Wydzial Turystyki. Gdzies w Warszawie (ale nie
pamietam na jakiej uczelni) jest Wydzial Hotelarstwa. Profesorzy to
nie tylko matematyka...

A.L.






Pawel F. Gora

Posted: 20 Mar 2000 09:16:56




[....] Nie wyobrażam też sobie, aby
dobry most (czy samochód, czy mikroprocesor, czy statecznik
samolotu) mógł zaprojektować ktoś, kto skończył tylko liceum
zawodowe - takie zadanie wymaga wieloletniej nauki i wieloletniej
praktyki (na początku przy projektowaniu "mniejszych mostów",
powiedzmy umownie :-)

Hi, hi - ale swiezo upieczony mgr inz tez go nie zaprojektuje.
Brakuje mu lat praktyki i paru projektow na koncie :-)

Jarku, odnoszę wrażenie, że niezbyt uważnie przeczytałeś list,
na który odpowiadasz. Przeczytaj jeszcze raz cytat powyżej - toż
przecież to samo właśnie piszę!

A wtedy pomoc moze znajomosc
obslugi programu numerycznego, nie trzeba wiedziec jak on dziala :-)

Kategorycznie protestuję. Od pewnego poziomu złożoności obliczeń
_trzeba_ wiedzieć jak działa program numeryczny. Zapewne, gotowe
fragmenty bierze się najczęściej z jakiejś biblioteki, trzeba
jednak wiedzieć jakiego algorytmu się używa, gdzie kryją się
niebezpieczeństwa etc - choćby po to, żeby ocenić wiarygodność
wyników i żeby zinterpretować fakt, że przy użyciu różnych metod
otrzymuje się różne wyniki (a tak czasem bywa - powiedzmy, gdy
jedna metoda jest dla jakiegoś konkretnego problemu stabilna,
druga zaś nie).

Paweł Góra
Institute of Physics, Jagellonian University, Cracow, Poland
A physical entity does not do what it does because it is what it is,
but is what it is because it does what it does.




Pawel F. Gora

Posted: 20 Mar 2000 09:59:02




To jest wlasnie wspaniale: zorientowane na prace naukowa wyksztalcenie
daje absolwentow, ktorzy swietnie sie nadaja na analitykow, analitykow
ryzyka, kryptografow...

Sarkazm i ironia giną na sieci, nie wiem więc, czy powyższe zdanie
jest "na poważnie", czy też ma być ironiczne. Ja (z zastrzeżeniem,
o którym niżej) wypowiedziałbym je szczerze.

Zaryzykowalbym (mimo braku danych) teze, ze gdyby zaczac ich
przygotowywac do pracy zawodowej analityka ryzyka w banku czy
kryptografa, to efekt bedzie gorszy.

Też tak sądzę. Moi przykładowi analityk i kryptograf kształcili
się na matematyków, ale nie pracują naukowo, tylko "w zastosowaniach".
I dobrze. Nie zgodzę się zatem z wypowiedzianą przez ciebie
parę listów wstecz tezą, że celem studiów uniwersyteckich
w kierunkach ścisłych jest przygotowanie do pracy naukowej, bo
większość absolwentów tych studiów nie będzie pracować naukowo,
tylko "w zastosowaniach" - i jest to sytuacja normalna, nie jakieś
wynaturzenie. Celem studiów powinno być umożliwienie absolwentowi
podjęcie pracy naukowej LUB podjęcie wysoko kwalifikowanej pracy
w zastosowaniach. Przesadne - czy też zgoła wyłączne - akcentowanie
tego pierwszego po pierwsze odstrasza dość dużo potencjalnie
dobrych studentów, po drugie zaś może być zrozumiane jako przejaw
pogardy, jaką "akademia" żywi wobec "praktyczności". A pogarda,
nie dość, że moralnie niepiękna, jest w tym wypadku przeciwskuteczna,
bo "akademia" jest od "praktyczności" uzależniona - choćby przez
finansowanie "akademii" ze środków publicznych.

Wracając do przykładu z analitykiem i kryptografem dodam
jeszcze, że gdyby ukonczyli oni "liceum zawodowe", nie zaś
studia uniwersyteckie w zakresie matematyki, byliby oni
niejako skazani na wykonywanie swoich zawodów wyuczonych.
Ponieważ jednak odebrali wykształcenie uniwersyteckie, będzie
im znacznie łatwiej przekwalifikować się (pozostając w kręgu
matematyki stosowanej!) gdyby zaszła po temu potrzeba.
To też warto mówić potencjalnym studentom.

Poza tym dochodzimy do etapu, w ktorym trzeba by jednak zdefiniowac,
co jest, a co nie jest praca naukowa. Zdrowo przesadzajac moglbym Ci
zarzucic, ze gdy dwoch ludzi robi to samo, tymi samymi metodami, tylko
jeden z nich robi to, zeby wynik opublikowc w fachowym czasopismie, a
drugi - zeby zlamac szyfr, to prace tylko jednego z nich nazwiesz
naukowa.

Niniejszym wymiguję się od próby zdefiniowania, co w tym kontekscie
uważam za pracę naukową. (Czytelnicy *.fizyki pamiętają zapewne, że
w kontekscie nauk przyrodniczych stosuję kryterium Poppera, które
do matematyki się nie nadaje - według Poppera matematyka nie jest
nauką, a jej status epistemiologiczny jest taki sam, jak logiki
formalnej.) Pozostając przy przykładzie z kryptografem zgaduję
jednak, że kryptografa-naukowca interesuje raczej sformułowanie
pewnych ogólnych kryteriów, złamanie zaś konkretnego szyfru może
być dla niego nudne i nieistotne, podczas gdy kryptografowi-
praktykowi chodzi przede wszystkim o złamanie konkretnego
szyfru, zaś wyniki ogólne, jakie przy tym uzyska (a nie musi!),
są tylko "bonusem".

Zgadzam się, że praca naukowa i praca "w zastosowaniach"
opiera się o użycie tych samych metod (więc - poza absolutnymi
wyjątkami, takimi jak Stefan Banach - potrzebne jest do tego
wykształcenie uniewrsyteckie), natomiast cel może być w tych
wypadkach różny.

(Jak z tego widać, w odniesieniu do matematyki skłonny jestem
używać jakiejś socjologicznej definicji nauki, którą to koncepcję
zaciekle zwalczam na gruncie nauk przyrodniczych ;-)

Paweł Góra
Institute of Physics, Jagellonian University, Cracow, Poland
A physical entity does not do what it does because it is what it is,
but is what it is because it does what it does.




Grzegorz Krzykowski

Posted: 20 Mar 2000 12:03:52



[...]
Poniewa/z dyskusja toczy si/e bez odno/snik/ow do realnej sytuacji,
wi/ec jedna z nich:

W jednej z czo/lowych firm ubezpieczeniowych w Niemczech jeden z
dzia/l/ow, najog/olniej m/owi/ac, oblicze/n dotycz/acych ryzyka liczy
52 osoby (stan na 24 luty 2000) z czego 51 os/ob jest po matematyce i
jedna osoba po fizyce.

G.K.




Andrzej Lewandowski

Posted: 20 Mar 2000 13:51:03



On Mon, 20 Mar 2000 10:59:02 +0100, "Pawel F. Gora"

Te? tak s?dz?. Moi przyk?adowi analityk i kryptograf kszta?cili
si? na matematyków, ale nie pracuj? naukowo, tylko "w zastosowaniach".
I dobrze. Nie zgodz? si? zatem z wypowiedzian? przez ciebie
par? listów wstecz tez?, ?e celem studiów uniwersyteckich
w kierunkach ?cis?ych jest przygotowanie do pracy naukowej, bo
wi?kszo?? absolwentów tych studiów nie b?dzie pracowa? naukowo,
tylko "w zastosowaniach" - i jest to sytuacja normalna, nie jakie?
wynaturzenie. Celem studiów powinno by? umo?liwienie absolwentowi
podj?cie pracy naukowej LUB podj?cie wysoko kwalifikowanej pracy
w zastosowaniach.

No wlasnie - to sie nie da pogodzic. Ksztalcenie przyszlych naukowcow
i przyszlych "zastosowaniowcow" wymaga ksztalcenia na innym poziomie
szczegolowosci, wymaga innego materialu i innej sprawnosci umyslowej
od studenta. Ladowanie duzej ilosci zaawansowanego materialu osbom
ktore nie sa w stanie tego przteworzyc, jak rowniez obiecywanie
"kariery naukowej" ludziom ktorzy sie do takiej kariery nie nadaja
albo po prostu sie "nie zalapia" z powodu braku "etatu" gdzie trzeba
rodzi tylko frustratow, nie mowiac o marnowaniu srodkow.

W USA sytuacja jezt bardziej klarowna. Mialem kiedys bardzo zdolnego
studenta ktory postanowil zakonczyc edukacje na etapie "bachelora"
(chyba odpowiednik polskiego "licencjata"). Probowalem go namowic aby
zrobil "master". "A po co?" zdziwil sie. "Master robi sie po to zeby
potem robic doktorat, a po co robic doktorat jak sie nie chce zostac
naukowcem?".. I poniekad slusznie. Przemysl amerykanski nie lubi ludzi
z doktoratami bo "sa przeladowani teoria i nic nie umieja". Z czym,
patrzac z perspektywy przemyslu, wypada sie zgodzic.

A.L.

P.S. Tak na marginesie - nie zgadzam sie z jednym z dyskutantow
twierdzaczym ze "nie trzeba znac zasady dzialania metod numerycznych".
Metody numeryczne to nie mlotek.




Marek Szyjewski

Posted: 20 Mar 2000 15:08:31



On Mon, 20 Mar 2000 10:59:02 +0100, "Pawel F. Gora"


To jest wlasnie wspaniale: zorientowane na prace naukowa wyksztalcenie
daje absolwentow, ktorzy swietnie sie nadaja na analitykow, analitykow
ryzyka, kryptografow...

Sarkazm i ironia giną na sieci, nie wiem więc, czy powyższe zdanie
jest "na poważnie", czy też ma być ironiczne. Ja (z zastrzeżeniem,
o którym niżej) wypowiedziałbym je szczerze.

[ciach]

Paweł Góra

Alez to bylo calkowicie szczerze i powaznie!!!!

A propos: ciekawi mnie Twoja opinia na temat tego, czego nalezy uczyc
studentow sekcji nauczycielskiej na fizyce.


Z powazaniem
Marek Szyjewski

My, samotnicy, powinnismy trzymac sie razem!




<< . 1 . 2 . 3 . 4 . >>
 


Czas ładowania strony (sek.): 0.415
miniBB.net © 2001-2009 transport vesto ekonomia ultimal
  • W środę Księżyc zakryje Plejady
  • 7 stycznia wieczorem dojdzie do pierwszego w tym roku zakrycia przez Księżyc Plejad - gromady gwiazd leżących na granicy konstelacji Perseusza i Byka
  • Szkoła kontra high-tech
  • Twoje dziecko lubi gry i telewizję? To dobrze - dzięki temu podnosi sobie IQ, rozwija refleks i będzie sobie świetnie radzić w świecie komputerów i internetu. Ale żeby rozwinęło także wyobraźnię, umiejętności analityczne, krytycyzm i zdolności twórcze, bez poczciwej książki się nie obejdzie
  • Nie odchudzaj się zimą, bo zachorujesz
  • Amerykańscy naukowcy odkryli, że zimą nadmierna dbałość o linię może skończyć się grypą