matematyka
 ° Forum ° Rejestracja ° Szukaj °
samochody ciężarowe ° Auto giełda ° Sprzedam motocykle °

Ocena w matematyce - czy to az tak trudno?

Matma / Ocena w matematyce - czy to az tak trudno?
. 1 . 2 . 3 . 4 . >>
Autor Wiadomość
Jan

Posted: 13 Mar 2000 14:38:25



Witam, szczególnie matematyków - nauczycieli!

Mam pytanie dotyczące obecnych tendencji nauczania
i oceniania wiedzy z mateamatyki.

Trafił do mnie uczeń, uczony przez nauczyciela
bystrego i dużo umiejącego. Kto u niego miał czwórkę,
pierwszy rok studiów zaliczał śpiewająco (dotyczy to
kursu matematyki na studiach oczywiście). A nawet ci
z solidną trójką łatwo zaliczali matematykę.
Ale zachorował. Teraz przez czas jakiś uczeń mój jest
i będzie uczony w zastępstwie przez nauczyciela
mniej bystrego (to moja ocena), ale ułatwiającego sobie życie
przez baaardzo skrupulatne przestrzeganie formalizmu.
Dla mnie jest to chyba nawet jakiś hiperformalizm.

Na przykład:
Polecenie w zadaniu brzmi - Zbadaj przebieg
danej funkcji.
Wiadomo, że schemat takiego badania ma na początku
określenie dziedziny funkcji. W podręcznikach i zbiorach
zadań zwykle oznacza się ją przez D. Ten nowy nauczyciel
wymaga jednak, żeby to było D z pod-pisem (subskryptem) f.
Albo nawet D (sub) f(x). Jeżeli uczeń tak nie napisze -
odnotowuje mu się błąd, ważący na ocenie zadania w takim
samym stopniu, jak poważna pomyłka merytoryczna.

Ja uczyłem się w czasach, kiedy opisy kolejnych czynności
nie były tak obszerne, jak tego się teraz wymaga od maturzystów.
Prosiłbym o informację, czy naprawdę teraz takie scholastyczne
podejście jest obowiązujące.
Bardzo mnie dziwi, że rozwiązanie trzech zadań (ostatnia
matura próbna), które mnie zajęło dwie i pół strony formatu
A4, uczeń musi opatrywać rozwlekłym komentarzem, co
zwiększa objętość pracy do 14 (słownie: czternastu) stron A4.
Niektóre nauczycielki są nadzwyczaj skrupulatne w egzekwowaniu
tego komentarza, uzasadniając to tym, co i mnie nauczyciel
kiedyś mówił: Matematyka to nauka logicznego myślenia,
a nie rachowania.

Wydaje mi się, że to nie tak. Przecież umiejętność logicznego
rozumowania najskuteczniej sprawdza się przy rozwiązywaniu
nietypowych zadań, a nie poprzez cytowanie definicji przy każdej
czynności. Oczywiście ja też nie cenię mechanicznego wtłaczania
do uczniowskich głów dziesiątek schematów zadań, zamiast
nauczenia dzieci, jak się zabrać do zadania, które widzi się
po raz pierwszy. Ale przecież zapamiętanie definicji jeszcze nie
zapewnia takiej umiejętności. To można łatwo doprowadzić
do absurdu, każąc uczniom pisać, że np. "teraz dodajemy
do siebie kwadraty dwóch boków, zgodnie z twierdzeniem
Pitagorasa". Na razie tego jeszcze nie widziałem, ale
wszystko zmierza ku temu.

Może napisałby o tym ktoś z uczących matematyki?
Albo układających programy?

Pozdrawiam,
Jan





--
nowa oferta, nowe mozliwosci, nowe ceny - http://rubikon.pl




Marek Szyjewski

Posted: 13 Mar 2000 16:43:23




Witam, szczególnie matematyków - nauczycieli!

Ucze studentow. Ale zaciekawilo mnie pytanie.

Na przykład:
Polecenie w zadaniu brzmi - Zbadaj przebieg
danej funkcji.
Wiadomo, że schemat takiego badania ma na początku
określenie dziedziny funkcji. W podręcznikach i zbiorach
zadań zwykle oznacza się ją przez D. Ten nowy nauczyciel
wymaga jednak, żeby to było D z pod-pisem (subskryptem) f.
Albo nawet D (sub) f(x). Jeżeli uczeń tak nie napisze -
odnotowuje mu się błąd, ważący na ocenie zadania w takim
samym stopniu, jak poważna pomyłka merytoryczna.

Sprawdzajac prace pisemne studentow, podkreslam na czerwono i
poprawiam bledy ortograficzne, ale nie biore ich pod uwage przy
ocenianiu pracy. Uwzgledniam (zwlaszcza na mlodszych latach) bledy
rachunkowe (widzialem w akcji nauczycielke, ktora miala klopoty z
liczeniem, i iwdzialem skutki takiego nauczania). Tylko blad
rachunkowy ma znacznie mniejszy wplyw na ocene, niz blad rzeczowy.
Z jednej strony trzeba znac przyjete oznaczenia. Z drugiej strony,
gdyby student napisal: "Niech A oznacza dziedzine funkcji f" to nie
mialbym prawa czepiac sie oznaczenia: zostalo wyraznie opisane.
Moglbym zrobic uwage, ze umowilismy sie uzywac innego oznaczenia, ale
rozwiazanie jest poprawne, a symbol zostal zdefiniowany.
Ciekawe, jaki bylby efekt, gdyby uczen pisal "Oznaczmy D = D_f" (tu _
oznacza, ze nastepujacy po nim znak jest sub-skrytptem, czy indeksem)
i dalej uzywal litery D...

Ciekawa jest obserwacja reakcji uczniow na rozwiazywanie rownania z
niewiadoma a i parametrem x.

Ja uczyłem się w czasach, kiedy opisy kolejnych czynności
nie były tak obszerne, jak tego się teraz wymaga od maturzystów.
Prosiłbym o informację, czy naprawdę teraz takie scholastyczne
podejście jest obowiązujące.
Bardzo mnie dziwi, że rozwiązanie trzech zadań (ostatnia
matura próbna), które mnie zajęło dwie i pół strony formatu
A4, uczeń musi opatrywać rozwlekłym komentarzem, co
zwiększa objętość pracy do 14 (słownie: czternastu) stron A4.
Niektóre nauczycielki są nadzwyczaj skrupulatne w egzekwowaniu
tego komentarza, uzasadniając to tym, co i mnie nauczyciel
kiedyś mówił: Matematyka to nauka logicznego myślenia,
a nie rachowania.

Do tego tez mam stosunek ambiwalentny przy pelnej swiadomosci
szkodliwosci przesady. Mialem do czynienia z rocznikami studentow,
ktorzy uwzali ze twierdzenie Pitagorasa brzmi tak: a^2 + b^2 = c^2, a
jego stosowanie polega na wstawieniu danych za a,b,c i sprawdzeniu,
czy rownosc zachodzi.
Kiedys juz "przegieto palke" w jedna strone, traktujac matematyke
szkolna jako czynnosc. Efekt jest taki: gdy trzeba wyznaczyc kat a
ktory ma sinus rowny -1/2 i cosinus rowny (3^(1/2))/2, to polowa
studentow pierwszego roku rysuje krzyzyk i dwa wezyki - i koniec.
Polowa reszty z kolei pisze dyrdymaly w rodzju 1/2 = pi/2 =
(3^(1/2))/2 . Innymi slowy: w procesie ksztalcenia w szkole symbole
matematyczne straily jakakolwiek tresc; uczniowie nie zdaja sobie
sprawy, ze majacos zrobic i zapisac to symbolami; pisza symbole wedlug
wytresowanego wzorca, nie zwazajac na sens i dziwia sie, kiedy inm
odczytac, co napisali - nie zdawali sobie sprawy, ze symbolami
zapisuje sie jakas tresc. Jak jest "zad" w ktorym sa sinusy i
cosinusy, to rysujemy krzyzyk i dwa wezyki; i piszemy 1/2 = pi/2 albo
nawet sin = 1/2 = pi/2 i robimy wielkie oczy, kiedy nam tlumacza, ze
sin jest symbolem funkcji, a 1/2 jest symbolem liczby, wiec nie moga
byc rowne, a z rownosci 1/2 = pi/2 wynikaloby, ze pi = 1.
Mam nadzieje, ze PRZESADNE wymagania opisowe nauczycieli to wysilek,
aby te tendencje odwrocic.
Kiedys wynikl podobny problem przy egzaminie wstepnym - w zadaniu
wystepowal iloczyn trzech kolejnych liczb naturalnych i wazne bylo,
czy dzieli sie on przez 3. Komisja doszla do wniosku, ze jak uczen
wie, ze z trzech kolejnych liczb naturalnych jedna dzieli sie przez
trzy, to nie musi tego uzasadniac.

Wydaje mi się, że to nie tak. Przecież umiejętność logicznego
rozumowania najskuteczniej sprawdza się przy rozwiązywaniu
nietypowych zadań, a nie poprzez cytowanie definicji przy każdej
czynności.

Ach... Od dluzszego czasu stawiam od reki piatke wszystkim studentom,
ktorzy egzamin pisemny (z zadan) napisali na 5, a pytam ustnie tych,
ktorzy napisali slabiej. Ale jest to przeciwienstwo powszechnej
praktyki.

Oczywiście ja też nie cenię mechanicznego wtłaczania
do uczniowskich głów dziesiątek schematów zadań, zamiast
nauczenia dzieci, jak się zabrać do zadania, które widzi się
po raz pierwszy. Ale przecież zapamiętanie definicji jeszcze nie
zapewnia takiej umiejętności. To można łatwo doprowadzić
do absurdu, każąc uczniom pisać, że np. "teraz dodajemy
do siebie kwadraty dwóch boków, zgodnie z twierdzeniem
Pitagorasa". Na razie tego jeszcze nie widziałem, ale
wszystko zmierza ku temu.

Może napisałby o tym ktoś z uczących matematyki?
Albo układających programy?

Pozdrawiam,
Jan

Wlasciwe wymaganie od pracy pisemnej polega na tym, zeby piszacy

okazal, ze w kazdym miejscu wie i rozumie co robi - ale takie pisanie
to sztuka. Ciag napisow skladajacych sie z samych symboli nie
przekonuje mnie do tego, ze piszacy wiedzial i rozumial, co robi.
Mniej wiecej podobny efekt osiagnac trzeba piszac podrecznik: aby w
kazdym miejscu czytajacy wiedzial i rozumial co sie dzieje. Badania z
dydaktyki matematyki dowodza, ze np. duzy wplyw na przyswajanie tekstu
matematycznego ma wyroznianie graficzne zalozen i etapow posrednich w
rozumowaniu.
Dobrym testem jest stosowanie twierdzenia Pitagorasa do trojkata w
ktorym przyprostokatne oznaczono b i c, a przeciwprostokatna - a. Dla
mnie wystarczajaca oznaka orientacji i zrozumienia byloby, gdyby
student napisal w jakikolwiek sposob, ze boki o dlugosciach b i c sa
do siebie prostopadle.


Z powazaniem
Marek Szyjewski

My, samotnicy, powinnismy trzymac sie razem!




Eugeniusz Jakubas

Posted: 14 Mar 2000 10:00:59





Witam, szczególnie matematyków - nauczycieli!

Ucze studentow. Ale zaciekawilo mnie pytanie.

Na przykład:
Polecenie w zadaniu brzmi - Zbadaj przebieg
danej funkcji.
Wiadomo, że schemat takiego badania ma na początku
określenie dziedziny funkcji. W podręcznikach i zbiorach
zadań zwykle oznacza się ją przez D. Ten nowy nauczyciel
wymaga jednak, żeby to było D z pod-pisem (subskryptem) f.
Albo nawet D (sub) f(x). Jeżeli uczeń tak nie napisze -
odnotowuje mu się błąd, ważący na ocenie zadania w takim
samym stopniu, jak poważna pomyłka merytoryczna.

Sprawdzajac prace pisemne studentow, podkreslam na czerwono i
poprawiam bledy ortograficzne, ale nie biore ich pod uwage przy
ocenianiu pracy. Uwzgledniam (zwlaszcza na mlodszych latach) bledy
rachunkowe (widzialem w akcji nauczycielke, ktora miala klopoty z
liczeniem, i iwdzialem skutki takiego nauczania). Tylko blad
rachunkowy ma znacznie mniejszy wplyw na ocene, niz blad rzeczowy.
Z jednej strony trzeba znac przyjete oznaczenia. Z drugiej strony,
gdyby student napisal: "Niech A oznacza dziedzine funkcji f" to nie
mialbym prawa czepiac sie oznaczenia: zostalo wyraznie opisane.
Moglbym zrobic uwage, ze umowilismy sie uzywac innego oznaczenia, ale
rozwiazanie jest poprawne, a symbol zostal zdefiniowany.
Ciekawe, jaki bylby efekt, gdyby uczen pisal "Oznaczmy D = D_f" (tu _
oznacza, ze nastepujacy po nim znak jest sub-skrytptem, czy indeksem)
i dalej uzywal litery D...

Ciekawa jest obserwacja reakcji uczniow na rozwiazywanie rownania z
niewiadoma a i parametrem x.

Ja uczyłem się w czasach, kiedy opisy kolejnych czynności
nie były tak obszerne, jak tego się teraz wymaga od maturzystów.
Prosiłbym o informację, czy naprawdę teraz takie scholastyczne
podejście jest obowiązujące.
Bardzo mnie dziwi, że rozwiązanie trzech zadań (ostatnia
matura próbna), które mnie zajęło dwie i pół strony formatu
A4, uczeń musi opatrywać rozwlekłym komentarzem, co
zwiększa objętość pracy do 14 (słownie: czternastu) stron A4.
Niektóre nauczycielki są nadzwyczaj skrupulatne w egzekwowaniu
tego komentarza, uzasadniając to tym, co i mnie nauczyciel
kiedyś mówił: Matematyka to nauka logicznego myślenia,
a nie rachowania.

Do tego tez mam stosunek ambiwalentny przy pelnej swiadomosci
szkodliwosci przesady. Mialem do czynienia z rocznikami studentow,
ktorzy uwzali ze twierdzenie Pitagorasa brzmi tak: a^2 + b^2 = c^2, a
jego stosowanie polega na wstawieniu danych za a,b,c i sprawdzeniu,
czy rownosc zachodzi.
Kiedys juz "przegieto palke" w jedna strone, traktujac matematyke
szkolna jako czynnosc. Efekt jest taki: gdy trzeba wyznaczyc kat a
ktory ma sinus rowny -1/2 i cosinus rowny (3^(1/2))/2, to polowa
studentow pierwszego roku rysuje krzyzyk i dwa wezyki - i koniec.
Polowa reszty z kolei pisze dyrdymaly w rodzju 1/2 = pi/2 =
(3^(1/2))/2 . Innymi slowy: w procesie ksztalcenia w szkole symbole
matematyczne straily jakakolwiek tresc; uczniowie nie zdaja sobie
sprawy, ze majacos zrobic i zapisac to symbolami; pisza symbole wedlug
wytresowanego wzorca, nie zwazajac na sens i dziwia sie, kiedy inm
odczytac, co napisali - nie zdawali sobie sprawy, ze symbolami
zapisuje sie jakas tresc. Jak jest "zad" w ktorym sa sinusy i
cosinusy, to rysujemy krzyzyk i dwa wezyki; i piszemy 1/2 = pi/2 albo
nawet sin = 1/2 = pi/2 i robimy wielkie oczy, kiedy nam tlumacza, ze
sin jest symbolem funkcji, a 1/2 jest symbolem liczby, wiec nie moga
byc rowne, a z rownosci 1/2 = pi/2 wynikaloby, ze pi = 1.
Mam nadzieje, ze PRZESADNE wymagania opisowe nauczycieli to wysilek,
aby te tendencje odwrocic.
Kiedys wynikl podobny problem przy egzaminie wstepnym - w zadaniu
wystepowal iloczyn trzech kolejnych liczb naturalnych i wazne bylo,
czy dzieli sie on przez 3. Komisja doszla do wniosku, ze jak uczen
wie, ze z trzech kolejnych liczb naturalnych jedna dzieli sie przez
trzy, to nie musi tego uzasadniac.

Wydaje mi się, że to nie tak. Przecież umiejętność logicznego
rozumowania najskuteczniej sprawdza się przy rozwiązywaniu
nietypowych zadań, a nie poprzez cytowanie definicji przy każdej
czynności.

Ach... Od dluzszego czasu stawiam od reki piatke wszystkim studentom,
ktorzy egzamin pisemny (z zadan) napisali na 5, a pytam ustnie tych,
ktorzy napisali slabiej. Ale jest to przeciwienstwo powszechnej
praktyki.

Oczywiście ja też nie cenię mechanicznego wtłaczania
do uczniowskich głów dziesiątek schematów zadań, zamiast
nauczenia dzieci, jak się zabrać do zadania, które widzi się
po raz pierwszy. Ale przecież zapamiętanie definicji jeszcze nie
zapewnia takiej umiejętności. To można łatwo doprowadzić
do absurdu, każąc uczniom pisać, że np. "teraz dodajemy
do siebie kwadraty dwóch boków, zgodnie z twierdzeniem
Pitagorasa". Na razie tego jeszcze nie widziałem, ale
wszystko zmierza ku temu.

Może napisałby o tym ktoś z uczących matematyki?
Albo układających programy?

Pozdrawiam,
Jan

Wlasciwe wymaganie od pracy pisemnej polega na tym, zeby piszacy
okazal, ze w kazdym miejscu wie i rozumie co robi - ale takie pisanie
to sztuka. Ciag napisow skladajacych sie z samych symboli nie
przekonuje mnie do tego, ze piszacy wiedzial i rozumial, co robi.
Mniej wiecej podobny efekt osiagnac trzeba piszac podrecznik: aby w
kazdym miejscu czytajacy wiedzial i rozumial co sie dzieje. Badania z
dydaktyki matematyki dowodza, ze np. duzy wplyw na przyswajanie tekstu
matematycznego ma wyroznianie graficzne zalozen i etapow posrednich w
rozumowaniu.
Dobrym testem jest stosowanie twierdzenia Pitagorasa do trojkata w
ktorym przyprostokatne oznaczono b i c, a przeciwprostokatna - a. Dla
mnie wystarczajaca oznaka orientacji i zrozumienia byloby, gdyby
student napisal w jakikolwiek sposob, ze boki o dlugosciach b i c sa
do siebie prostopadle.


Z powazaniem
Marek Szyjewski

My, samotnicy, powinnismy trzymac sie razem!

---------------------------------------------------
Problemy poruszone przez Jana i odpowiedź Marka są niezmiernie ważne
ponieważ dotyczą jakości pracy polskiej szkoły. Efekty pracy szkoły i wyniki
matur w dużej mierze nie są uznawane przez polskie uczelnie. Uczelnie dziwią
się, że ktoś dał maturę z matematyki uczniowi, który jako student 1 roku
"pisze dyrdymały w rodzaju 1/2 = pi/2 = (3^(1/2))/2" lub "sin = 1/2 =
pi/2".
Ale można też zapytać uczelnię, dlaczego przyjęła takiego ucznia i dała mu
indeks?
Przez ostatnie 4 lata, w ośmiu regionach Polski wdrażano program "Nowa
Matura". Zadaniem tego programu było, m. in. zdiagnozowanie stanu nauczania
i oceniania przedmiotów maturalnych i wypracowanie jednolitych procedur
sprawdzania prac z egzaminu dojrzałości.
Okazało się, że z matematyki każdy region opracował inny system oceniania.
Systemy te są stosowane od kilku lat i będą stosowane jeszcze przez
następnych kilka lat. Region krakowski, do którego należę, obejmujący 12
byłych województw Polski Południowo-Wschodniej, przyjął szerokie założenia
dotyczące zadań, ich punktacji, oceniania, kryteriów ocen i recenzji prac,
które są prezentowane w Informatorze Maturalnym - Wydawnictwo Szkolne
Omega - Kraków 1999.
Wszystko to można znaleźć również na stronie
http://www.oke.krakow.pl/b_matematyka.html
Inne regiony również wydają swoje Informatory i prowadza strony internetowe.
Tak więc na pytanie Jana, dotyczące obecnych tendencji nauczania
i oceniania wiedzy z matematyki, nie ma, na dzień dzisiejszy w Polsce,
jednoznacznej odpowiedzi.
W tym konkretnym przypadku, o którym pisze Jan, że "może to łatwo
doprowadzić do absurdu, każąc uczniom pisać, że np. "teraz dodajemy do
siebie kwadraty dwóch boków, zgodnie z twierdzeniem Pitagorasa", nie należy
popadać w skrajności. Uczeń musi w pracy maturalnej podać niezbędne
komentarze. Matura trwa przecież 5 godz. i rozwiązanie ucznia nie może
zawierać tylko same suche działania i wyrażenia.
Za dwa lata wszystko to ma się zmienić. Reforma oświaty wejdzie do szkół
średnich, absolwenci obecnych klas pierwszych gimnazjów rozpoczną naukę w
nowych, profilowanych liceach. Zostaną ogłoszone nowe podstawy programowe z
matematyki, do nich CKE - Centralna Komisja Egzaminacyjna opracuje standardy
wymagań i OKE - Okręgowe Komisje Egzaminacyjne według tych standardów
przeprowadzą egzaminy.
Oczywiście ten nowy system nie będzie wieczny, nadejdą nowe czasy, nowe
wyzwania cywilizacyjne i znów trzeba będzie to zmieniać.
Pozdrawiam. Eugeniusz Jakubas
------------------------------------------------------







Jan

Posted: 14 Mar 2000 12:31:03





Eugeniusz Jakubas napisał:

(...) Efekty pracy szkoły i wyniki
matur w dużej mierze nie są uznawane przez polskie uczelnie. (...)
Ale można też zapytać uczelnię, dlaczego przyjęła takiego ucznia i dała mu
indeks?

Zaraz, zaraz!
Czy chcesz nam powiedzieć, że to prawda, te moje
wcześniejsze podejrzenia, że szkoły wyższe nie mają
programów skoordynowanych z programami szkół
średnich? Za "moich" lat szkolnych byłoby to nie do
pomyślenia. Na czym w takim razie polega rola ministerstwa
oświaty? Tylko na obcinaniu budżetu?

Jeżeli tak jest - rozumiem tę plagę koropetycji i różnych
kursów przygotowawczych. Zażartowałem kiedyś na
liście pl.soc. edukacja.szkoła, żeby zlikwidować szkoły
średnie, skoro nie przygotowują one do szkół wyższych
w takim stopniu, by uczeń - przyszły student mógł się bez
kursu obyć. Ale może być i tak, że to szkoły wyższe się
wycwaniły i chcą od razu mieć studenta nauczonego tej
wiedzy wstępnej, którą kiedyś wykładano na uczelniach
dopiero.

Zdumienie moje było wielkie, gdy zajrzałem w zeszłym
roku do poradnika dla kandydatów na medycynę. Toż
to horror jakiś, ten natłok szczegółów. Moim dzieciakom
w podstawówce każą wykuć na pamięć nazwy wszystkich
kostek dłoni ludzkiej, więc chyba ktoś coś tam skoordynował.
Tyle że jakby bez sensu (a może jest w tym jakiś sens?).

Na razie jedyny konstruktywny wniosek, jaki mi się
nasuwa, to utworzenie koledżów, czyli szkół kształcących
na poziomie pośrednim, ale ukierunkowanych na konkretne
studia. To powinno ulżyć nauczycielom szkół średnich
i zapewnić komfort nauczycielom akademickim.
Zwyczaj odbywania kursów przygotowawczych powinien
ułatwić takie przedsięwzięcie.

Można oczywiście się oburzać, że ktoś tu czegoś nie dopatrzył
i coś zaniedbał, bo kiedyś programy szkół średnich i wyższych
były skoordynowane. Ale zaszłości są tak głębokie, że koledże
wydają mi się wyjściem najlepszym. Może zresztą to nowe
licea przejmą rolę koledżów?

Co się tyczy naszej matematyki, to z moich obserwacji wynika,
że najwięcej zależy od konkretnego pedagoga. Jeżeli jest
dobry i mu się chce - jego uczniowie radzą sobie na studiach.
Program szkolny mu tego nie zabrania.
Jeżeli nie - mają trudniej. Ale czy to można jakoś poprawić?
Hurtem chyba nie, może jedynie poprzez wzrost zarobków.

Ale co do mnie to cieszę się, że ortografia matematyczna nie
zaszła jeszcze tak daleko, i że różne umowne oznaczenia nie
są obowiązkowe. Dzięki temu rozumiem, czego moje dzieci
się uczą.

Pozdrawiam,
Jan



--
nowa oferta, nowe mozliwosci, nowe ceny - http://rubikon.pl




Marek Szyjewski

Posted: 14 Mar 2000 17:49:47






Eugeniusz Jakubas napisał:

(...) Efekty pracy szkoły i wyniki
matur w dużej mierze nie są uznawane przez polskie uczelnie. (...)
Ale można też zapytać uczelnię, dlaczego przyjęła takiego ucznia i dała mu
indeks?

Zaraz, zaraz!
Czy chcesz nam powiedzieć, że to prawda, te moje
wcześniejsze podejrzenia, że szkoły wyższe nie mają
programów skoordynowanych z programami szkół
średnich? Za "moich" lat szkolnych byłoby to nie do
pomyślenia. Na czym w takim razie polega rola ministerstwa
oświaty? Tylko na obcinaniu budżetu?

[ciach]

Np. na przysylaniu rektorom pism tresci: "Tematy: [tu lista tematow]
nie wchodza juz w zakres programu nauczania w szkolach srednich. W
zwiazku z tym nalezy usunac je z pytan egzaminacyjnych na egzaminie
wstepnym."
Z reguly po usunieciu owych zagadnien z zeszlorocznych zestawow pytan
zostawalo tak malo zestawow, ze trzeba bylo pisac nowe zestawy.
A gdyby opublikowac zestawy w liczbie np. 300 - to znakomicie
ulatwiloby zycie wszystkim, w tym kandydatom. Ale jesli co rok maja
sie zmieniac...

Jakakolwiek koordynacja, w tym uznawanie wynikow matur w kwalifikacji
na studia, jest niebywale trudna.
Studia powinny przygotowac studentow do pracy naukowej w wybranej
dziedzinie. Nie, nie tak: studia maja dac podstawy do tego, zeby
student mogl sie przygotowac do pracy naukowej. Matematyka rozwija sie
bardzo szybko, i prog "wystarczajacego wyksztalcenia" ucieka do
przodu. Z drugiej strony jest drugi prog - poziomu wyjsciowego wiedzy
i umiejetnosci. Przez wiele lat ten prog uciekal w tyl - ograniczano
program nauczania, liczbe godzin...

Kiedy ja chodzilem do liceum, program nauczania byl obszerny, a godzin
- w tym na powtorzenia i utrwalenie - dosc. W tym czasie program
nauczania z fizyki byl przedziwnie skoordynowany z programem nauczania
z matematyki. Na lekcjach matematyki uczylem sie co to jest pochodna,
jak ja obliczac, jaka ma interpretacje geometryczna i fizyczna. Na
lekcjach fizyki poznawalem wielostronnicowe wyprowadzenia wzorow - np.
na ruch jednostajny po okregu, "na" wahadlo matematyczne... Te
"wyprowadzenia" byly skomplikowane, bo polegaly na obliczeniu
pochodnej z "fizycznej definicji pochodnej". Tak, kiedys sobie
przepisalem takie wyprowadzenie troche inaczej: podzielilem obie
strony przez to, co potem okazywalo sie male, tak ze zachodzila jakas
rownosc przyblizona i zauwazylem... iloraz roznicowy. Zamiast "bardzo
male, wiec w przyblizeniu" dopisalem symbol granicy i zrozumialem, ze
zamiast trzech stron przeksztalcania wzorow, zeby geometrycznie
obliczyc pochodna sinusa, moge to zrobic w dwoch linijkach za pomoca
pochodnych, ktore znalem z lekcji matematyki. Problem polegal na tym,
ze z dwoch zmiennych zaleznych jedna nazywala sie co prawda y, ale
druga nazywala sie x, a zmienna niezalezna nazywala sie t. A - jak
kazdemu wpajalo doswiadczenie zadan i podrecznika - pochodna ma y
wzgledem x.

Jeszcze jeden przyklad. Zdawal na studia kandydat. Pisemny - piatka.
Ustny. Odpowiada pewnie, rzeczowo, okazuje wiedze wykraczajaca poza
wszystko, co slyszalem do tej pory, nie robi typowych bledow. Otwieram
teczke i patrze na swiadectwo dojrzalosci - ocena 3 (stary system).
Nie wytrzymalem, i kiedy podpisywalismy protokol zapytalem go, jak to
mozliwe. Okazalo sie, ze ich nauczyciel (slynny w calym wojewodztwie)
nikomu w calym zyciu nie postawil oceny wyzszej niz 4, a samo 4
zdarzylo sie moze dwa razy w jego karierze. Gdyby byl konkurs
swiadectw zamiast egzaminu, to jeden z najlepszych kandydatow
przepadlby z kretesem!

Innym pouczajacym faktem jest sledzenie rezultatow posiadaczy "matur z
paskiem". Po pierwszym roku zostaje ich niewielu.

Funkcja szkoly sredniej nie bylo przygotowanie do studiowania
okreslonego kierunku. Wymagania i akcenty w procesie ksztalcenia w
szkole sa inne, niz na studiach. Nigdy nie mialem pelnych danych, zeby
wykonac jakies badania statystyczne, ale na podstawie wyrywkowych
danych sadze, ze oseny ze szkoly sredniej i oceny na studiach sa
niezalezne, tzn. rownie czesto matura z paskiem laczy sie z samymi
dwojami w indeksie, co trojkowa matura z piatkami w indeksie.

Przyklad od ktorego ten temat sie zaczal - zdolnego ucznia, ktory
trafil do szkoly ze specyficznymi, przesadnymi wymaganiami -
potwierdza moja teze. Jest bardzo mozliwe, ze bedzie mial trojki na
swiadectwie dojrzalosci. Dzieki brakowi koordynacji bedzie mial szanse
na studiach. Tam nie bedzie sie liczylo, czy pisze czysto i czytelnie,
bedzie sie liczylo, czy umie przekonac nauczycieli akademickich, ze
rozumie to, co pisze. I nie jest to zarzut pod adresem nauczycieli z
liceum - przypuszczam, ze ich przesadne wymagania formalne maja
okreslony powod.

Istnieje mianowicie bardzo dziwne zjawisko: tendencje do powtarzania
typowych bledow okreslonego rodzaju wystepuja w falach, trwajacych
kilka lat. Oznacza to, ze nie mozna napisac "idealnego" skryptu: co
okolo czterech lat pojawia sie zupelnie nieoczekiwany, inny od
dotychczasowego problem u duzej czesci studentow. Trzeba skrypt
przerobic - rozwlekle wyjasnienia, niezbedne jeszcze w zeszlym roku,
staja sie niepotrzebne, inna rzecz wymaga rozwleklych wyjasnien.
Szkola srednia, ktora w zasadzie ma "obowiazek" wydac mature wszystkim
uczniom, dostosowuje sie do tego zjawiska na swoj sposob. Na studiach
mozna po prostu odsiac "niedostosowanych". W warunkach szkoly latwiej
takie zjawisko zauwazyc na czas. Ja moge to zaobserwowac najczesciej
na egzaminie - czyli kiedy jest juz za pozno.


Z powazaniem
Marek Szyjewski

My, samotnicy, powinnismy trzymac sie razem!




Andrzej Lewandowski

Posted: 14 Mar 2000 23:47:30





[ciach]

Np. na przysylaniu rektorom pism tresci: "Tematy: [tu lista tematow]
nie wchodza juz w zakres programu nauczania w szkolach srednich. W
zwiazku z tym nalezy usunac je z pytan egzaminacyjnych na egzaminie
wstepnym."
Z reguly po usunieciu owych zagadnien z zeszlorocznych zestawow pytan
zostawalo tak malo zestawow, ze trzeba bylo pisac nowe zestawy.
A gdyby opublikowac zestawy w liczbie np. 300 - to znakomicie
ulatwiloby zycie wszystkim, w tym kandydatom. Ale jesli co rok maja
sie zmieniac...

Jakakolwiek koordynacja, w tym uznawanie wynikow matur w kwalifikacji
na studia, jest niebywale trudna.
Studia powinny przygotowac studentow do pracy naukowej w wybranej
dziedzinie. Nie, nie tak: studia maja dac podstawy do tego, zeby
student mogl sie przygotowac do pracy naukowej.

Tez nie tak: studia powinny przygotowywac do PRACY. Znakomita
wiekszosc abslowentow nie bedzie sie zajmowac praca naukowa.
Zorientowanie na "prace naukowa" to jeden z absurdow polskiego
szkolnictwa wyzszego.

A.L.






Marek Szyjewski

Posted: 15 Mar 2000 11:03:50



On Tue, 14 Mar 2000 17:47:30 -0600, Andrzej Lewandowski

[ciach]

Tez nie tak: studia powinny przygotowywac do PRACY. Znakomita
wiekszosc abslowentow nie bedzie sie zajmowac praca naukowa.
Zorientowanie na "prace naukowa" to jeden z absurdow polskiego
szkolnictwa wyzszego.

A.L.

1. Jakie zadanie ma liceum zawodowe?

2. To jak, nie powinno sie pisac prac magisterskich? Absurdalne
wymaganie?


Z powazaniem
Marek Szyjewski

My, samotnicy, powinnismy trzymac sie razem!




. 1 . 2 . 3 . 4 . >>
 


Czas ładowania strony (sek.): 0.616
miniBB.net © 2001-2009 transport vesto ekonomia ultimal
  • Sukces polskich archeologów
  • Polscy archeolodzy odkopali jedną z najstarszych w Syrii świątyń chrześcijańskich. <a href="http://tematy.wyborcza.pl/K/1400,Kosciol">Kościół</a> był najprawdopodobniej katedrą biskupią ufundowaną przez cesarza Justyniana
  • Droga bardziej Mleczna, niż sądzono
  • Nasza Galaktyka, zwana Drogą Mleczną, znacznie urosła w oczach astronomów. Jak się okazuje, ma masę o połowę większą, niż przypuszczali. Zapewne dorównuje sąsiedniej Andromedzie, która do tej pory była uważana za największą galaktykę w okolicy.
  • Bez zmian w kalendarzu szczepień