| Matma / Cantor bladzi przy doborze par z elementow zbiorow nieskonczonych? (bylo: O nieskonczonosci slow pa |
| Autor | Wiadomość |
| Andrzej Komisarski
|
Posted: 11 Mar 2000 13:58:35 zagadnienia kryje sie w pewnym sensie w znaczeniu slowa "funkcja". Gdy
Cantor ma zamiar wykazac rownolicznosc zbioru liczb "troistych" (to okreslenie dla potrzeb niniejszego artykulu), czyli wszystkich liczb naturalnych, ktore dziela sie przez 3, ze zbiorem liczb naturalnych, wowczas mnozy wartosci kolejnych liczb naturalnych przez trzy i uzyskuje kolejne liczby "troiste". Z tego (on) wnioskuje, ze zbiory te sa rownoliczne, albowiem jest w stanie elementy obu zbiorow pogrupowac w pary. To, co czyni Cantor, jest niewatpliwie dobre dla zbiorow ograniczonych. Mozna to sprawdzic - szczegolnie gdy elementy zbioru "troistego" powstaja z liczb naturalnych w wyniku mnozenia przez trzy. W oparciu o to zapewne - i o chlopski rozum - wnioskuje, ze powinno to byc sluszne takze dla zbiorow nieskonczonych. Ja, gdy mam wykazac, ze wymienione zbiory nie sa rownoliczne, uzywam najprostszej funkcji, jaka jest mozliwa. Po prostu, bezposrednio przystepuje do laczenia w pary co trzeciej liczby ze zbioru liczb naturalnych oraz kolejnej liczby ze zbioru liczb "troistych". Czyli Dlaczego co trzeciej? Kiedy pisałeś o łączeniu w pary punktów prostej i odcinka pisałeś, że każdym sąsiednim punktom jednego zbioru mają odpowiadać sąsiednie punkty drugiego zbioru. Kolejne, a nie co trzecie. lacze liczby w pary, co Cantor robi dopiero po zastosowaniu
"przeliczenia liczbowego", ktore pomaga mu wykazywac rownolicznosc zbiorow. Mnie, poniewaz nie stosuje cantorowskiego sposobu, rownolicznosc nie wychodzi. Pozostaje mi bowiem jeszcze reszta ze zbioru liczb naturalnych, czyli liczby, ktore nie wchodza w pary z liczbami "troistymi". |